to już …

… w takim razie chyba już NIC ZA MNĄ tylko PRZEDE MNĄ !!!

( czas ) czas-ami ma-mi

siedzę czytam czekam

otoczona ciepłym powietrzem
jak w bursztynowym bunkrze
zamykanym na noc
na klucz na słowo
hasło

( kto by to pamiętał )

czasami chłodna zieleń
skupia się we mnie
wchodzi nieproszona
bez klucza bez słowa
hasła

siada czyta czeka
mówi coś

nie wiem
kto by to pamiętał

czasami sapie
krzyknie
poda szczęśliwe numery

nie pamiętam

siedzę
czytam
czekam

… gorączka

Dedié aux femmes qui ont perdu homme et enfants dans la massacres de srebrenica

home mama yéo
fièvre, la fièvre me prend
sa main maniant la faucille au hazard
la fièvre me prend
tu es comme le chêne liège que l’on dépouille de son écorce et que l’on laisse
et que l’on blesse
home
nul ne sait, et le vent a soufflé
sur le chêne-liège blessé
les slaves ont noyé tes songes et moi le mensonge me ronge
tu cherches les tiens dans une poignée de sable
que la fièvre apporte la réflexion au fou qui sans honte abéit aux ordres sombres
lorsque la haine préside
dans le noir pleurent les sylphydes !

DobaCaracol

obejmij … //

obejmij mnie
drzewo tysiąca rąk

chcę słyszeć tysiące szeptów
we włosach

zostać powiernikiem tajemnic
strażnikiem mrugnięć

chcę się tożsamić z tysiącem oddechów
tracić się i odnajdywać

wtłaczać ciało w tysiące pergaminów
prowadzić w zagubienie

obejmij mnie
drzewo tysiąca twarzy

chcę wejść
w twe korzenie

bo zamiast soku
wyczuwam
wolność

zapamiętaj

zapamiętaj kolor
zapach
kształt

to wystarczy

za-kam-arki

***

płytko
czuć piasek

przegryzam myśl
jak wargę

cicho
czuć

***

opustoszeć
to uciec

od siebie

daleko

… już potrafię

potrafię…

bez drżenia patrzeć przez okno
słuchać Grechuty, myśleć
czytać Herberta i nie myśleć
gubić się w fotografiach
zaklinać dwa zielone drzewa
przekraczać horyzont
nie pić kawy trzy razy dziennie
śmiać się do wiatru

potrafię…

już nie rozpadam się
nie rozdrabniam
nie chcę krzyczeć płakać śnić udawać … kochać

potrafię…

oswajać przeszłość
dotykam twarzy
patrzę w oczy
przebaczam

potem jadę
zapłakaną windą
wchodzę po
mokrych schodach

nie potrafię…

Chciałbym opisać …

zasypiamy
z jedną ręką pod głową
a z drugą w kopcu planet

a stopy opuszczają nas
i smakują ziemię
małymi korzonkami
które rano
odrywamy boleśnie

Zbigniew Herbert

***

***

chronię w sobie
i zachowam
na czas wieczności
wszystkie gatunki mojej duszy

wynajduję na nowo
od nowa
trucizny dla lęku
i zła przyczajonego za murem

kiedy idę
krzyczy za mną
i skręcam w przepaść

nie umiem patrzeć
w swoje oczy
kiedy
śpię za dnia

prześladują mnie
wszystkie gatunki mojej duszy

docenić szczęście … docenić chwilę

“Na dłoni”

Tak łatwo z rąk wymyka się. Ucieka wciąż, znika
we mgle. A ty chcesz na własność mieć. Chcesz
zamknąć na klucz. Przed światem schować.
Skryć jak skarb, swój prywatny skarb. Niemożliwe.
Bo szczęście to przelotny gość. Szczęście to piórko
na dłoni, co zjawia się, gdy samo chce i gdy się
za nim nie goni. Tym więcej chcesz im więcej masz.
Wymyślasz proch, chcesz sięgnąć gwiazd.
Lecz to nie to, to nie tak.
Ciągle czegoś nam brak do szczęścia, wciąż nam brak,
tak zachłannie brak. Otwórz oczy. Szczęście to ta
chwila co trwa, niepewna swojej urody. To zieleń drzew,
to dzieci śmiech. Słońca zachody i wschody.
Więc nie patrz w dal, bo szczęście jest już obok nas.
W zwyczajnym dniu, w zapachu domu, wśród chmur,
w ciszy traw. Szczęście to przelotny gość, przebłysk
słonecznej pogody. I dużo wie, kto pojął, że szczęście
to garść pełna wody.

AMJ

« Starsze wpisy