zielonowatość duszy …

 

zakorzeniło się w wyobraźni
parszywe i pełzające,
podobne do rośliny
o drapieżnych oczach
zielone

wypełniało przestrzeń,
niczym wystrzelony pocisk
rozrywało wnętrze
sklejając je sobą
zielone

rozrosło się tworząc
zwarty ekosystem,
zasilany przypływem
o dpływem informacji
zielone

i tak się narodziło
moje we mnie
zielonowate
i niedojrzałe
stworzenie
zwane
duszą

t.

 

Nadzieja

 

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.

Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz być przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.

Czesław Miłosz

1 / nasze natrętne myśli …

Nasze natrętne myśli …

Siedziałyśmy w naszym pokoju, zmęczone kolejną samochodową wycieczką, która miała odwrócić naszą uwagę od niepogody. Jedyne co nam pozostało to zaczytać się na śmierć, moja współtowarzyszka wolała się utopić (w Potopie Sienkiewicza), ja natomiast wybrałam śmierć na krześle elektrycznym czyli Starej Iskrówie ( S. King „Zielona Mila”). Bo czym innym można się zająć, kiedy za oknem deszcz, po prawej zatoka, a po lewej Bałtyk? Powoli zaczęło się ściemniać, czego żadna z nas nie zauważyła. Przy zapalonym świetle i otwartym oknie czytałyśmy dalej nie zważając na nic. Kiedy mój umysł odlepił się od więziennych historii, wychwycił niepokojące dźwięki. Na suficie, ścianach i ogólnie wszędzie wirowały stada owadów przeróżnych kształtów i wielkości. Wraz z moją współlokatorką postanowiłyśmy podjąć męską decyzję i … zignorować stada bestii krążących po naszym pokoju . Zgasiłyśmy światło. Jednak odgłosy świdrujących skrzydełek i pancerzyków były tak głośne, że żadnej z nas nie udało się zasnąć. Tak zaczęła się wojna. Najpierw zastosowałyśmy broń chemiczną, czyli zakupiony prze ze mnie środek na robale o nazwie „Anty-Bzzz”, jednak po chwili doszłyśmy do wniosku, że jest to chyba nienajlepszy pomysł, gdyż nie każdego owada uda nam się spryskać, pomijając mokre plamy na ścianach po ściekającym płynie. Po krótkiej naradzie stwierdziłyśmy , że trzeba opracować jakąś strategię, ponieważ broń mechaniczna, czyli egzemplarz „gazety wyborczej”, nie rozwiązał problemu. Postanowiłyśmy otworzyć drzwi pokoju i czekać, aż chmara insektów, wyleci kierując się w stronę zapalonego w łazience światła. Zanim to się jednak stało, musiałyśmy odczekać ok. 2 godzin w środku nocy i mówić do siebie aby nie zasnąć w otwartym na oścież pokoju.

Po co przywołuję tą śmieszną ale zarazem jakże dramatyczną historię? Otóż, pomyślałam sobie wtedy, siedząc na łóżku, w zupełnej ciemności, i wsłuchując się w bzyczenie stworzeń, których niestety, z całym szacunkiem, nie toleruję, że są one jak myśli, które kłębią się w naszej głowie. Natrętne, niezniszczalne i jakże hałaśliwe. Ile to razy nie dały nam zasnąć, kłując naszą świadomość i umysł setkami małych szpileczek. Bombardują nas z każdej strony, zmuszając do walki. Ale jak z nimi walczyć, skoro często nawet skrajne zmęczenie nie pomaga? Stada obrazów, kształtów, kolorów, przewijają się przed oczami, na nic przewrócenie się na drugi bok, na nic szklanka mleka czy czytana książka, tylko maskuje bitwy, które toczymy z poczuciem winy, z chęcią zmiany przeszłości, naprawienia błędów, cofnięcia wypowiedzianych słów. Czy warto tak się męczyć, przecież nic już nie zmienimy, przed nami nowy dzień, nowe życie, nowe problemy i stresy. Czy jest to od nas zależne? Pytanie goni pytanie a o odpowiedź trudno, gdyż jesteśmy ziemską mieszanką charakterów i usposobień. Każdy z nas powinien sam znaleźć zbawienny sposób na pozbycie się natrętnych niczym owady ludzkich myśli.
Moim zdaniem lepiej zapobiegać niż walczyć, ponieważ gdybyśmy wcześniej zamknęły okno, bądź przestały czytać i zgasiły światło, mogłybyśmy w spokoju przespać całą noc a rano obudzić się wypoczęte i pełne sił. Po co tracić je na walkę z wiatrakami , po co rozgrzebywać stare rany czy zakopane już dawno sprawy, po co torturować samego siebie? Bądźmy wyrozumiali i łagodni. Jeżeli jednak przez przypadek wpuścimy owe stado natrętnych robali do naszego pokoju, zamiast denerwować się i wpadać w stres zaplanujmy skuteczną strategię i wypłoszmy to cholerstwo.

Trudno uniknąć codziennych analiz naszego życia, jednak gdy się pojawią warto zachować dystans i być dla siebie łagodnym. Jestem osobą, która odczuwa paniczny strach przed pająkami i owadami, nie potrafię często poradzić sobie z „tym czymś”, czego obecność słyszę w pokoju, nie zasnę dopóki się „tego czegoś” nie pozbędę ( oczywiście nie własnoręcznie) , ale ile razy już okazało się, że „tego czegoś” wcale nie ma, że istnieje tylko w mojej wyobraźni. Nie dajmy się zwieść, nie rozwiązujmy problemów nocą, kiedy to czas zarezerwowany jest na coś innego – zacznijmy działać rano, na żywo, od nowa, z dużą dawką sił i optymizmu.

MaRa – tOn

ton – a
myśli
nies – ton – owanych
czyli

 

mara – ton
felie – ton – ów

już wkrótce …

“piekielne” obrazy ;)

Piekielne krajobrazy
czyli …
z wakacji zdjęć kilka

… wzburzone morze, fale na zatoce, zapach ryb, chmary owadów wpadających do oczu, ust i nosa wraz z wdychanym powietrzem pełnym jodu i wiatru, drące się w niebogłosy mewy, surferzy za oknem, naleśniki z bananem i nutellą, żelki i konsumpcja na molo, kurczak u Krzycha i pająk mutant w łazience … będzie co wspominać “jajka fajka i Jamajka” ;)